Asia w Krakowie. Odcinek I 2004-11-07 18:26:41

Po wielu dniach (miesiącach??) nieobecności, zjawiam się ponownie. Od czego by tu zacząć? Hmmm...ogólne motto: studiowanie jest cholernie ciężkie! Ale po kolei, trzeba to jakoś uporządkować:
A. Od razu pierwszego dnia po przyjeździe do Krakowa, dało znać o sobie moje szczęście. Poszłam do sekretariatu, odebrać indeks i legitymacje i w stu kilometrowej kolejce spotkałam Dagmarę (razem zdawałyśmy egzaminy). Tak więc samopoczucie poprawiło mi się niemal natychmiast, bo zawsze to lepiej kogoś znać. Przez te 4 dni, które pozostały nam do rozpoczęcia roku akademickiego, zwiedzałyśmy Kraków, przesiadywałyśm w Bibliotece Jagiellońskiej (Matko, ale jaja: w środku nie ma książek, tylko komputery i wszystko zamawiasz sobie przez internet). Przy okazji stwierdziłyśmy, że panowie ochroniarze są bardzo interesujący i powinnyśmy ich częściej odwiedzać:-P
1-ego października poznałyśmy naszą grupę, która wydawała sie taka sobie (przy blizszym poznaniu, okazała się nawet fajna) i od razu wyruszyliśmy się integrować. Agatus-Królikus (róże, niebieskości, szpilki, kim to ja nie jestem) wpadł na pomysł wyjścia do jednej z najdroższych knajp Krakowa, więc czemu nie? I tak piłam tylko soczek:-)
Wykładowcy sa tacy sobie: jedni fajni, o drugich lepiej nie wspominać. Paru już mi podpadło, ale co tam:-P A tak szczerze powiedziawszy, to mam nadzieje, że tu przetrwam, bo jest ciężko, nawet bardzo i nie wiem czy sobie z tym wszystkim poradzę. Kurde, ale przecież muszę... W pierwszym semestrze tylko 2 egzaminy, z czego jeden z największego straszaka pierwszego roku: Fonetyki. Gdybyście widzieli te zajęcia, to wiedzielibyście o czym mówię: Wg. Halinki (baby, która nam to wykłada), powinniśmy mówić z cudownym akcentem niemieckim. Np. czytać Buch jak Buuuuuuuuuch. Matko, uszłyszałby mnie jakis Niemiec i zostałabym wyśmiana:-D
B. Oczywiście nie mogę zapomniec o cudownym wydarzeniu, jakim był dla mnie koncert IRY! Chyba w całym swoim życiu nie bawiłam się tak jak w "Loch Ness" podczas tego koncertu. Zespół grał swietnie, Artur Gadowski śpiewał swietnie (mimo grypy), publika wyła świetnie:-) W tym tłumie, Dagmarze zgubiła się kurtka, ale jakas dobra dusza odniosła ją na parapet i mogłyśmy się bawić dalej bez przeszkód. zresztą, co ja będę pisać: było bosko i tyle. Kupiłam sobie big plakat i teraz wisi na dzrwiach mojego pokoju, który btw. jest cudowny:-) Zawsze mówiłam, że niebieski kolor ścian ma specjalny klimat:-D
C. Co jeszcze? Hmm...Wczoraj wybrałyśmy sie na zakupy (buty zimowe itp) Daga zaproponowała, żebyśmy wybrały się do Galerii Kazimierz. Więc przeszłysmy pół miasta z mapą w ręku, bo Dagmarka nie ma biletu miesięcznego, a szkoda jej wydawac kasy na zwykły (życie studenta:-)) i doszłyśmy do placu budowy. Rzeczywiście był olbrzymi napis: Galeria Kazimierz, tyle ze na plakacie, bo okazało się, że miejsce to dopiero budują. Butów nie kupiłam, ale to szczegół:-]

Taa, teraz staram sie relaksować przed jakże ciężkimi trzema dniami:
Jutro kolokwium z gramatyki opisowej, we wtorek z praktycznej nauki, w środę też z praktycznej nauki, tyle, że z innym wykładowcą (babą, której nienawidzę). Na dodatek czuję się nienajlepiej, jakieś przeziębienie czy coś.
Nie wiem czy będę tu często pisać, ale od czasu do czasu na pewno cos skrobnę, żeby nikt o mnie nie zapomniał:->
A tak w ogóle, to chyba najdłuższa notka w mojej karierze blogowej:-)

skomentuj (15)

Czas pożegnań 2004-09-28 10:55:00

Notka będzie krótka.
Tak, więc ten dzień musiał kiedyś nadejść. Z jednej strony czuję jakieś małe podniecenie na myśl o wyjeździe, z drugiej strasznie chciałabym tu jednak zostać. Wiem, że będzie mi ciężko. Przez pierwszy miesiąc na pewno. Mam tylko nadzieję, że jakoś sobie poradzę i nie będę tak przraźliwie tęsknić.
Dzisiaj trzeba jeszcze zadzwonić do krakowskiej kablówki i popytać się o łącze internetowe. Kurde, liczę na to, że to całe zakładanie nie potrwa długo.
Co mogę jeszcze napisać?
Zegnajcie i do zobaczenia kiedy będę miała taką możliwość.
Ale od razu mówię (grożę?): Ja tu jeszcze wrócę!:-D

skomentuj (7)

Niemcy, Olimpiada, Valencia:DDD 2004-08-28 16:12:18

Tak, o to jestem. Trochę później niż planowałam, ale nie mam wpływu na rozkład jazdy autobusów. Po kolei:
1. In Deutschland było fajnie (nic oryginalnego nie wymyslę). Wesele troche nudnawe, jako, że nie przepadam za imprezami tego typu (tańce z dziadkami, wiejskie zabawy etc.) Drugi dzień był już lepszy (spędzony w remizie strażackiej, buhehe). Poza tym razem z drugim kuzynem, jego żoną i moją sis byłam we Frankfurcie. Ciekawe miasto, chociaz największe wrażenie zrobiła na mnie restauracja sushi lol, pierwszy raz jadłam pałeczkami i to rzeczy, których wcześniej nawet bym nie spróbowała (jakieś surowe paskudztwa, ale też i całkiem dobre rzeczy). Poza tym zwiedziliśmy sobie ulicę bankową (budynki wyglądają tam jak w Nowym Jorku), gdzie wszyscy dostaliśmy jakiejś głupawki, kiedy Thomas położył się na chodniku, żeby ująć nas wszystkie na zdjęciu razem z jakimś ogromnym budynkiem. No cóż, nie wiem co myśleli o nas ludzie, którzy przechodzili obok;]
Potem, już u babci, tylko odpoczywałam, relaksowałam się, oglądałam Olimpiadę (ale to za chwilę) i jeszcze raz odpoczywałam, do opisywania zbyt wiele nie ma.
2. Ateny 2004: z braku innych interesujących rzeczy do robienia (poza układaniem puzzli- 2000 kawałków), patrzałam chyba na wszystkie możliwe transmisje, w tym: gimnastyka, konie, totalnie nudne strzelanie itp.
No, ale jedno odkryłam: stałam się fanką pływania! Ech, to było coś: transmisje na Eurosporcie dwa razy dziennie, 5 złotych i dwa brązowe medale Michaela Phelpsa (no co, trzeba komuś kibicować, nie?) 2 srebrne i złoto Otylki (a to Wy wiecie, że ona jest z mojego miasta i prezydent miasta podarował jej mieszkanie pod moją babcią? Nie wiem kiedy się wprowadza, ale jakby co, to zamówienia na autografy składać do mnie:-PPP). Piknie było. Poza tym siatkarze zawiedli (teraz, w finale jestem za Włochami) i w ogóle Polska jakoś nie obrosła w medale:-PPP
3. Aww, Super Puchar Europy dla Valencii. Tralalala, 2:1 było, Vicente, cudny jak zwykle (grał też cudnie:-))) i w ogóle radochę miałam.
Grupy LM rozlosowano i zapowiada się parę ciekawych meczy. Teraz tylko czekać trzeba.

Taa, to teraz przydałoby się nadrobić zaległości. Jeśli nie zrobię tego dzisiaj, bo jestem padnięta, to zabiorę się jutro. Wybaczcie:-D

skomentuj (7)

No to jadę 2004-07-22 11:02:40

Chyba trochę zaniedbałam to miejsce. Ale też o czym mam pisać, skoro nic takiego się nie dzieje. Czuję się jednak w obowiązku powiadomić Was, moi drodzy czytelnicy *lol*, że wyjeżdżam i przez jakiś miesiąc mnie nie będzie. Cóż, kuzyn się żeni, trzeba na ślub jechać, a potem jeszcze do babci (inna część Niemiec). Przynajmniej trochę odreaguję ten cały stres. Chociaż nie ma się juz czym martwić: mieszkanie od października załatwione, moją współlokatorką będzie dziewczyna z Rudy Śląskiej (4 rok, Akademia Rolnicza), pokój juz obejrzałam, we wrzesniu się pomaluje (aww...zawsze chciałam niebieski kolor ścian), mebelki przywiezie i mogę się wprowadzać. Chyba trochę ciężko mi będzie, bez rodziny znajomych, ale jest też możliwość podłączenia do netu, więc w kontakcie będziemy:-DDD
Tak więc: Auf wiedersehen!!!!

skomentuj (8)

Jestem!!! 2004-07-07 21:52:27

Nadal nie mogę uwierzyć, dowiedziałam się 3 godziny temu i nadal nie wierzę. Dobra, powiem Wam: DOSTAŁAM SIĘ NA UJ, NA WYMARZONĄ GERMANISTYKĘ!!!! Czy to nie piękne??? Mam wakacje! Nawet na Śląski już nie zdaję, bo po co? Jeszcze więcej stresu?
Teraz tylko coś z wakacjami trzeba wykombinować. Niby plany już są: Niemcy za dwa tygodnie, potem prawdopodobnie Majorka, ale za tydzień może jeszcze pojadę na jakis tydzień do Wisły, a we wrześniu oczywiście Zakopiec:-P W październiku trzeba się będzie rozglądnąć za jakimś mieszkaniem, ale do tego jeszcze sporo czasu zostało, więc na razie: cieszmy się i radujmy:-)))))

Finału Euro może komentować nie będę, bo jak twierdzę: dupiaty był. Chociaż ogólnie Mistrzostwa uważam za udane:-)

Jeszcze jakieś anegdoty z życia debilnych ludzi:
Jestem w biurze podróży, żeby zamówić siostrze obóz. Przed nami długa kolejka (siedziałyśmy tam 2 godziny!!!). Akurat pewna para zamawiała sobie wyjazd na Kretę (Ponad godzinę im to zajęło! Myślałam, że zabiję!). Bardzo inteligenta pracowniczka biura, opowiada państwu o zaletach oferty All Inclusive: " (...)Tak, i wiecie państwo, dla dzieci to są przeznaczone specjalne chipsy (taa, to nie literówka) na rękę. Ręce opadają...

skomentuj (8)

Bin ich Studentin? Szczerze wątpię:-P 2004-06-29 21:04:44

Ekhm, więc po krótkiej (!) przerwie, wracam na chwilę, żeby coś napisać. Jak już pare osób wie, zaczął się "gorący okres egzaminowy" z tego tez powodu mam humor do dupy, musze zakuwać, efektów to nie przynosi itd itp.
Wczoraj pierwszy egzamin, w Krakowie. Przyjeżdżam i mówię sobie, że biorę wszystko na luz, ale obok mnie słyszę rozmowy:
- Ja to studiowałam rok w Niemczech, ale jest za drogo, więc przyjechała(treba było sobie prace znaleźć i opłacać studia, a nie teraz miejsce innym zajmować:-))
- Ja mam od 9-ciu lat prywatne lekcje i musze się dostać (wrrr...)
= Nie ma to jak wakacje w Niemczech, wypoczniesz, język podszkolisz... (trzeba było zostać, jak Ci tam tak dobrze było)
Myslę sobie: kurde, geniusze mnie otaczają. No, ale nic. Wchodzę na salę, rozdaja testy, patrzę na tekst: "Co to ma być, do cholery?" Żeby uściślić: tekst był o badaniach naukowych i ich wpływie na gospodarkę. Uroczo.
Dalej: zdania do tłumaczenia wzięte z kosmosu. Przykład: "Różnego rodzaju skrawki warzyw zostały nawleczonę na nić i powieszone do wyszuszenia za piecem" Dziękuję bardzo. Reszta była dość prosta. Teraz się obawiam, czy aby nie za prosta. W czwartek wyniki, a szczerze powiedziawszy chyba wolałabym się nie dostać do ustnego, bo:
a) treba zdawać polski: zagadnienia są kosmiczne i nie jarzę 70%
b) nie chcę stresu przed ustnymi
c) jak się dowiem w czwartek, że mnie dopuścili, to już w piątek jest egzamin
d) nie chce mi się tłuc do Krakowa
e) jak się dowiem, że mnie dopuścili, to nie będę umiała w spokoju oglądac czwartkowego meczu:-P
Dlatego proszę: Nie dopuśćcie mnie!!!
Wiem, dziwna jestem, ale ten polski totalnie mnie przeraża. Masakra!
I w ogóle, chciałabym juz wakacje. Czy to się kiedys skończy???
Kopaninowo nie będzie dzisiaj, a dopiero po finale Czechy-Portugalia (mam nadzieję)

skomentuj (8)

Kopanina 2004-06-17 12:06:21

Ostrzeżenie: dzisiejsza notka będzie notką w stylu piłkarskim, więc jeśli kogoś nie interesuje, to nie zachęcam =)
Tak, pierwsza kolejka fazy grupowej za nami, wczoraj rozpoczęta została druga, chociaż z jej wyników szczególnie zadowolona nie jestem. Dobra, to teraz się powyżywam: Jak to, do cholery, możliwe, żeby Grecja prowadziła w grupie A???!! Juz nie mówię o tej przegranej Portugalii w pierwszym meczu, bo to była kompromitacja, ale już wczoraj Hiszpanie mogli przecież wygrać. I co? I dupa, że się tak wyrażę. W następnym meczu: pojedynek Esp-Por. Portugalia musi wygrać, ale jeśli się tak stanie, Hiszpanie nie przejdą. Cholera, cholera, cholera, stresujące są te ME. Jeszcze jutro zobaczymy sobie mecz Włochy-Szwecja i coś nie mam dobrego przeczucia Jedyne czym na razie można się zachwycać na Euro, jest estetyczna strona tych mistrzostw=), gdzie najlepszym przykładem jest to zdjęcie, czy też to I jak tu nie kibicować Hiszpanii? :-PPPP

skomentuj (10)

Księga Gości
Tego słucham:
The Used
Papa Roach
Juli
Puddle of mudd
Good Charlotte
Green Day
Bracia
Ira
Lostprophets
BEP
Matchbox Twenty
Linkin Park

Coś dla maniaków sportowych;-D
Joachim "PimPim" Johansson:-)
MensTennisForums
AC Milan
Valencia
Skoki narciarskie
Florian Liegl
Piłka nożna

Inne blogi
Patina
Kara
Too-tiki
Enigmaaa
Kefik
Stworzonko
Magic-key
Natalia
Hypnotic-girl
Zbuntowana nastolatka
Piłkarska fanka

Sznurki :-)
Tu se studiuję:-)
Boardzik:-D moje miejsce w necie
Kurnik Gry online (Literaki rulezzz)
I L.O. w Rudzie Śląskiej Moja buda(była) w sieci
Kurs bloga Nazwa mówi sama za siebie

CoŚ o MniE:
Moje miasto (wieś? metropolia?) Ruda Śląska, a teraz również Kraków
To ja moja fotka
Nie lubię: przegrywać;-D, chamstwa, egoizmu, szpanerstwa
Lubię: wakacje, Hiszpanię, Szwecję, piłkę nożną, tenis ziemny, skoki, siatkówkę, internet, podróże
Wiek: 19- latka lecą :-D
Imię: Asia